Nancy (Lotaryngia, Francja) lipiec 2011 – część pierwsza

Kiedy otwarłam oczy, zobaczyłam pola słoneczników. Ogromne połacie żółtych kwiatów w świetle porannego słońca. Bolało mnie wszystko. Całą noc spędziłam na fotelu od przejścia, walcząc z niespokojnym snem obok nieznajomej dziewczyny, której głowa opadała na moje ramię. Dopiero nad ranem, w Sztrasburgu część osób zmieniła autokar. Dziewczyna spotkała swoją znajomą i się przesiadła, a ja w końcu mogłam spróbować zasnąć. Przynajmniej na te ostatnie dwie godziny jazdy. I po krótkiej drzemce zobaczyłam pola słoneczników. Były naprawdę piękne. Serce zaczęło mi szybciej bić.
Na wstępie kilka faktów. Jechałam do chłopaka. Był w Nancy na Erasmusie. Nie widzieliśmy się od kilku miesięcy. Szczerze mówiąc byłam wtedy ignorantką. Nie wiedziałam gdzie dokładnie jadę (oczywiście, znałam nazwę miasta, przecież kupiłam bilet na autokar). Nie znałam francuskiego (a mój angielski do rewelacyjnych nie należał). I nigdy nie marzyłam o podróży do Francji. Francja była dla mnie tylko państwem na trasie do Wielkiej Brytanii.
A jednak zachwycił mnie widok tych pól słoneczników. Coś zaiskrzyło.
Nancy przywitało mnie piękną pogodą. Chłopak już na mnie czekał. Kierowca pomógł mi wyciągnąć moją ogromną walizkę (no co? przyjechałam na 10 dni, musiałam zabrać pół szafy!). I zaczęła się moja francuska przygoda.
DSCF0037.jpg
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to tramwaje. Na oponach – jak autobus! Z pantografami. I z bolcem, który wchodził w pojedynczą szynę, ciągnącą się na trasie wzdłuż ulicy. Elektryczne pojazdy, które – w razie potrzeby – chowały bolec, składały pantograf, uruchamiały silnik disel’a i omijały przeszkodę. Genialne! Dla osoby, w której kraju spadające liście powodowały paraliż komunikacyjny na trasie tramwajów, takie rozwiązanie było czymś fascynującym.
DSCF0036Samo miasto było czyste. Jasne, przejrzyste i najzwyczajniej – ładne. W centrum dominuje zabudowa monumentalna, pamiątka po Ludwiku XV, zięciu naszego rodaka, Stanisława Leszczyńskiego. Mimo że budynki przykuwają uwagę swoimi zdobieniami, nie przytłaczały. Czułam się tam przytulnie.
Akademik, w którym miałam zamieszkać przez następne 10 dni z zewnątrz wyglądał… jak akademik.  Pokoje malutkie (miałam wrażenie, że po ustawieniu mojej walizki, zostało bardzo mało miejsca) z łóżkiem, biurkiem, szafą i umywalką. Toaleta i prysznice na korytarzu. Kuchnia na ostatnim piętrze. Warunki typowe dla studentów? Dla tych biednych – tak. Na studentów pochodzących z bogatszych krajów czekały akademiki kilka ulic dalej, gdzie każdy pokój przypominał bardziej kawalerkę, z aneksem kuchennym i prywatną łazienką. Ale kosztował miesięcznie tyle, ile student z Polski otrzymywał kieszonkowego w ramach programu. Ale przecież student z Polski doskonale odnajdzie się w takich warunkach, jest do tego po prostu przyzwyczajony.
Na pierwszy rzut poszła wycieczka nad rzekę Meurthe w pobliżu stadionu Stade Marcel Picot. Miasto przypominało mi bardziej nadmorską miejscowość, pełną żaglówek i jachtów niż metropolię w centrum kraju. Po ludziach nie było widać pośpiechu. Wszyscy byli uśmiechnięci, życzliwi. Atmosfera miasta na mnie również wpłynęła. Czas zwolnił, problemy znikały.
Po południu zostałam zaproszona na lampkę wina w okolicy placu Stanisława.
DSCF0047To bardzo polskie miejsce w Nancy. Kiedy ktoś, z kim przypadkowo zaczynasz rozmawiać, słyszy, że jesteś Polakiem, wskazuje na stojący na placu pomnik. Tak, Stanisław Leszczyński był Polakiem. Dzięki niemu możemy się poczuć w Nancy jak u siebie. Bo tamtejsi ludzie właśnie w ten sposób do nas podchodzą. Jak do swoich.
Sam plac Stanisława to nie tylko pomnik. W narożnikach placu znajdują się kute, pozłacane bramy z fontannami Neptuna i Amfitryty. Same płyty chodnikowe przykuwają uwagę. W słoneczny dzień nie sposób przejść po placu bez mrużenia oczu. One są tak jasne, tak czyste. Przy placu znajduje się również barokowo-klasycystyczny budynek ratusza miejskiego. Oczywiście, plac jest miejscem spotkań. Ludzie umawiają się pod pomnikiem Stanisława, a później rozsiadają się przy stolikach kafejek i restauracji. Plac tętni życiem.
Na północ od Placu Stanisława znajduje się Place de la Carriere z deptakiem, po którym jeździ wycieczkowa kolejka, równo przystrzyżonymi drzewkami (korony są idealnie prostokątne i ciągną się równolegle po obu stronach placu). Na końcu znajduje się Pałac Gubernatora (Palais du Gouvernement) – klasyczny dwór z XVIII w. Skręcając w lewo dochodzimy do Bazyliki Saint-Epvre i niewielkiego ronda, przy którym znajduje się kawiarnia Pinnochio. To właśnie tam spędziliśmy popołudnie. Przy lampce wina, pochłonięci rozmową i chłonący klimat miasta.
DSCF0422Około godziny dwudziestej drugiej skierowaliśmy się na powrót na plac Stanisława, gdzie czekała na mnie niespodzianka. Fasady budynków, okalających plac, były podświetlone szkarłatnym i złotym światłem. Na budynku ratusza wyświetlana była historia Nancy (Rendez-vous Place Stanislas). Niczego nie rozumiałam – wszak francuski był dla mnie wyjątkowo obcym językiem – ale samo widowisko wywarło na mnie ogromne wrażenie. W czasie mojego pobytu w Nancy widziałam je jeszcze niejednokrotnie, za każdym razem rozumiałam równie mało, a jednak oglądałam je z zachwytem. Animacje, muzyka, a także tłum ludzi zgromadzony na placu Stanisława – to wszystko przyprawiało mnie o gęsią skórkę. I mam ją do dziś, wspominając tamten czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s