#recenzja | „Bad Mommy. Zła mama” Tarryn Fisher

Troje bohaterów. Trzy różne punkty widzenia. Trzy osobowości.

W całą historię wprowadza nas Fig. Kobieta o bardzo wysokiej samoocenie, poszukująca duszy swojego nienarodzonego dziecka, rezygnująca z terapii u psychologa z powodu przekonania, że prowadząca sesję kobieta jest psychopatką. Wciąż rozpamiętując brak miłości matki i niedawne poronienie w końcu skupia swoją uwagę na jednej z okolicznych rodzin. Popada w tak dużą obsesję, że kupuje sąsiedni dom i bez skrępowania wchodzi w ich życie, by w końcu je ukraść. Jolene jest pisarką. Darius psychiatrą. Mają trzyletnią córeczkę – Mercy Moon. Ich życie zostaje zmącone przez intrygi nowej sąsiadki. A może jej obecność po prostu przyspiesza coś, co i tak musiało się wydarzyć?

„Bad mommy” to thiller psychologiczny. Przez prawie pół książki narrację prowadzi Fig. I choć od pierwszych stron wiadomo, że ma problemy psychiczne, czytelnik ma szansę ją polubić, może nawet w jakimś stopniu kibicować jej poczynaniom. A kiedy czytelnikowi wydaje się, że wie, dokąd zmierza historia, następuje nagła zmiana perspektywy, historia cofa się w czasie i wchodzimy w postać Darius. A kiedy znowu książka wydaje się oczywista, na całość zaczynamy spoglądać oczami Jolene. Niestety, moim zdaniem, zmiany perspektywy nie przebiegają bezboleśnie. Dekoncentrują czytelnika, a przecież thiller psychologiczny powinien skupiać uwagę, stale trzymać w napięciu. Tymczasem tutaj, zamiast wczuwać się w kolejne role, usilnie próbowałam poukładać sobie w głowie kolejność zdarzeń. Niektóre wątki były pomijane, zamiast nich pojawiały się nowe i z części, miałam wrażenie, nic nie wynikało. Fabule brakowało spójności. Dodatkowo w całej opowieści było zbyt mało Mercy, dziewczynki, która w zasadzie była celem Fig.

Książkę czyta się bardzo szybko, nie męczy, choć po zakończeniu lektury czułam niedosyt i lekkie znudzenie. Intrygi opisane w powieści były tak chaotyczne, że trudno się było w nich odnaleźć, czasami akcja prowadzona była zbyt szybko, innym razem zbyt wolno. Brakowało wyważenia. Koncepcja książki jest dobra, trzy perspektywy w pierwszej chwili przypominają stół z rozsypanymi puzzlami. Przechodząc przez kolejne rozdziały, czytelnik powoli układa układankę, by na koniec zorientować się, że części puzzli brakuje, a inne zostały na boku niepotrzebne, jakby z innego pudełka. A szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s