Wywiad z Jerzym Mazurkiem

Jerzy Mazurek we wczesnych latach 80-tych przynależał do grupy artystycznej Dell Arte. Jego wiersze prezentowane były na wystawach w szkołach i domach kultury w towarzystwie obrazów i innej twórczości pozostałych członków grupy. Spod jego pióra zaczęła wychodzić nie tylko poezja, ale także mała proza oraz dramaty. Przez dwie kadencje pełnił funkcję vice-prezesa w Nauczycielskim Klubie Literackim przy Zarządzie ZNP w Katowicach. Tam, w latach 2000-2015 wydano kilka antologii poezji, między innymi z wierszami Jerzego Mazurka. Aktualnie prowadzi teatr „Wizjer” oraz Koło Literackie „Otwarta Szuflada” w MDK w Rudzie Śląskiej. Cyklicznie organizuje spotkania z poezją i dramatem. Jest laureatem licznych konkursów literackich.


Martyna Prandzioch: Ma Pan na swoim koncie już kilka publikacji. Kiedy właściwie rozpoczęła się Pana przygoda z pisaniem? 

Jerzy Mazurek: Jeszcze na studiach, a to znaczy, że nie zacząłem jako nastolatek. Najpierw była fascynacja poezją. Przyszła późno. Na osiemnaste urodziny dostałem tomik poezji Tadeusza Gajcego i wzięło mnie. Czytałem wszystko co było dostępne z poezji, setkami tomików, bez wyboru, bez lubienia i wiedzy o poezji. Prowadziłem zeszyty, w których zapisywałem te najpiękniejsze i te, których nie rozumiałem. Byłem głodny wiedzy o tym, o poezji, a byłem wtedy uczniem technikum. Chciałem zrozumieć to piękno, chciałem wiedzieć „jak to jest zrobione”. Uznałem, że potrzebną wiedzę dadzą mi studia filologiczne. Uprzedzano mnie, że tam poezji i o poezji nie uczą, że to niewielki procent całej nauki. Ale mówili też, że poznam narzędzia, i że sam będę mógł się dowiedzieć. Rzeczywiście poznałem narzędzia i zdobyłem wiedzę, a przede wszystkim ludzi, takich jak mój promotor prof. Ireneusz Opacki. Był wzorem, nauczył mnie, że można mieć i żyć pasją i miłością do literatury, poezji przez całe życie, że sens jest w dzieleniu się tą wiedzą z innymi. Nie był poetą, był nauczycielem, ale moim najważniejszym.

Długo nie miałem odwagi i potrzeby pisania. Jakieś teksty piosenek, kilka wierszy. Poznałem innych młodych zapaleńców – malowali obrazy, dyskutowaliśmy o sztuce, wyciągnąłem kilka swoich tekstów i… zaczęło się dziać. To była grupa Dell Arte i lata wczesne 80-te. Mieliśmy wystawy plakatów poetyckich – ciekawa forma, na owe czasy nowa raczej – koleżanka malowała obraz na dużym formacie brystolu z moim wierszem. Oni wystawiali obrazy, ja swoje wiersze, których przybywało. Wystawy w szkołach, domach kultury. Młodzież – odbiorcy mówili nam, mówili mi, żebym to koniecznie robił dalej, że czekają na takie teksty… Zacząłem pisać więcej, częściej. Chyba dojrzałem by wreszcie zacząć mówić… pisać.

Najpierw była liryka i mała proza – moja ulubiona. Taka forma między liryką a prozą, jak najoszczędniej, prozą poetycką, ale ascetyczną, zredukowaną. Potem powstało bardzo wiele małych dramatów na użytek teatru, który prowadziłem (prowadzę) w domu kultury.

Z liryki i dramatu – chyba stąd – wylęgła się ulubiona forma małej prozy, prozy poetyckiej. Ktoś powiedział, że moja liryka jest udramatyzowana, często korzysta z narzędzi i formy dramatycznej, zwłaszcza z dialogu. Tak, to często są rozmowy z samym sobą lub z kimś.

Działałem aktywnie – dwie kadencje vice-prezesostwa w Nauczycielskim Klubie Literackim przy Zarządzie ZNP w Katowicach. Tam, w ciągu kilkunastu lat wydano kilka (8 lub 9) zbiorów – antologii poezji (okres od roku 2000 do roku 2015). Tam w gronie – najczęściej emerytowanych nauczycieli – piszących z całego województwa udzielałem się jako autor, ale też redaktor, organizator, na przykład autor plakatów poetyckich (!) członków – ok. 40 osób. W ostatnim czasie – ze względów zdrowotnych – moja aktywność w NKL ZNP spadła niemal do zera. Miałem kilka pomysłów na książki, publikacje, ale zmęczyła mnie walka, zabieganie o poparcie, uznanie, umożliwienie wydania. Książkę może wydać każdy. Wydanie nie jest miernikiem, świadectwem jakości, stąd, może naiwnie, uważam, że warto dzielić się pomysłami literackimi, twórczością, jeżeli jeszcze ktoś to popiera, jeszcze komuś – poza czytelnikiem (chociaż pozornie) zależy, że jest wydawca. Jest w tym pewna sprzeczność i świadectwo niemocy, ale widać tak już mam. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie „– A skąd cię czytelnik ma niby znać?”. Lubię spotkania autorskie z czytelnikami, ale niezbyt dobrze potrafię dbać o pijar.

M.P.: Każdy znajduje natchnienie gdzie indziej – niektórzy szukają go w otaczającym świecie, inni czekają aż samo ich znajdzie. Co jest Pana inspiracją?

J.M.: Należę do tych, którzy wierzą w wenę, natchnienie. Wiersze przychodzą same. Lęgnie się gdzieś w świadomości jakaś fraza, motyw, pomysł. Jest tam, w środku, tygodniami i obrasta w słowa. Nie zapisuję, wmawiam sobie, że jeśli jest dobry, wart zapisu, utrwalenia, to go nie zapomnę i się objawi któregoś dnia, i siądę, i go „przepiszę” z głowy, już niczego nie wymyślając, dodając. Rzadko poprawiam wiersz. Zapisuję go w formie, w której się objawił, dojrzał.  Ale formy prozą inspiruje rzeczywistość. Jest w nas, ludziach piszących jakaś szczególna wrażliwość, połączona z potrzebą utrwalania naszych dziwnych oglądów świata i doświadczeń. Ciekawe jest to, że naiwnie (?) wierzymy, że nasze widzenie świata w formach literackich kogoś jeszcze zainteresuje. A przecież tylko wtedy ma to pisanie sens, wtedy, gdy ktoś ten nasz komunikat odbierze. W moim przypadku jest jeszcze jedna sfera inspiracji, sfera oniryczna, czyli sen – po prostu. Bywa, że wiersz, motyw, „coś”, przyśni się i zostaje.

(…)

M.P.: „Okno z niebieskimi żaluzjami” to niezwykła książka, w której pozornie niezwiązane ze sobą historie tworzą jedną całość. Skąd czerpał Pan pomysły na kolejne podróże bohatera? 

J.M.: „Okno…” jest książką szczególną. To przykład odpowiedzi na pytania skąd są pomysły, co inspiruje. Ta książka jest dla mnie szczególnie ważna. Ja jej nie wymyśliłem, nie wpadłbym na taką konstrukcję, zdarzenia. Ona jest NADDANA, a to znaczy, że objawiła mi się w gotowym kształcie w stanie transu – choroby, w szpitalnym amoku, na krawędzi życia. Lekarze mówili, że miałem szczęście, że przeżyłem. W ciągu kilku – kilkunastu dni pod kroplówką, w „odmiennym” stanie świadomości i mózgu działającym pod narkotycznym wpływem leków (tak tłumaczył to lekarz), utrwaliły się w pamięci wszystkie opisane w książce zdarzenia, słowa, rozmowy. Znajomy literat po wieczorze autorskim powiedział, że miałem odwagę tak się odsłonić, bo literatura – literaturą, ale
jestem w tej książce cały, nagi, do bólu JA, jakkolwiek chciałbym ubierać to w formę, czy nazywać. Tak, taki jestem. Nie żałuję tej odsłony. Tej książki nie wymyśliłem – w tym kształcie ją zobaczyłem, usłyszałem – opowiadałem te szalone wizje odwiedzającym mnie w szpitalu bliskim – bali się, że zwariowałem, mieli nadzieje, że zapomnę, i to mnie utwierdziło w wysiłku zapamiętania, pomimo upływu czasu. Trenowałem tygodniami, miesiącami, każdego dna zapisując w pamięci kolejne rozdziały, czekając na powrót sił i gotowość zapisu w komputerze. Nie miałem pewności, czy potrafię oddać te wizje, atmosferę, to wszystko w języku. Pierwsze próby zapisu komputerowego pierwszych rozdziałów nie powiodły się. Jakiś wirus zdemolował wszystko, awaria dysku, komputer w naprawie – utracone wszystko co zapisałem. Miałem poczucie konieczności ukończenia tej książki. „Coś” kazało wytrwać i skończyć. Ale inaczej niż tak, jak zacząłem. Nie tak – inaczej! Ta książka musiała być wydana. Poszukałem wydawcy – dziwnie łatwo się znalazł. Podjąłem próbę pisania od nowa i w tym drugim podejściu zdałem sobie sprawę, że znalazłem klucz, język, którym mogłem oddać to, co miało być opowiedziane. Dla mnie – autora, ta magia książki zawiera się w języku. Forma i fabuła, swoja drogą, ale tylko dzięki językowi, który odnalazłem. Na ten język opatrzność (?) zezwoliła i przyjęła. W tym kontekście tylko ostatni rozdział jest – w pewnym sensie – twórczą kontynuacją.

(…)

M.P.: Zakończenie „Okna z niebieskimi żaluzjami” sugeruje, że chodzi Panu po głowie napisanie kolejnej części. Czy może Pan zdradzić, czego czytelnicy mogą się spodziewać po kontynuacji? Czy tajemnicza postać powróci?
J.M.: Miałem na myśli podróże po tej stronie. Na przykład opowieści o ptakach, które spotkałem w podróżach bliskich, tutaj, w realu lub też podróże, w których spotykam kobiety różne, w różnym wieku moim i ich. Tamta sfera jest tajna. Nie chcę i chyba nie powinienem w nią ingerować. Wierzę, że możliwy jest powrót obserwatora (tajemniczej postaci), ale to zależy od niego, a nie ode mnie. Nigdy nie mówię nigdy. Miałem kiedyś pomysł, żeby napisać książkę, w której każdy rozdział zaczyna się wierszem, a dalej są „rozważania” o tym: skąd? jak? dlaczego? Trochę w klimacie monologu w rozdziale ostatnim „Okna…”. Myślę, że mógłby tam zawitać nawet „On” (wpadłem na to w tej chwili).

M.P.: Gdyby Pan mógł, w jaką podróż by Pan wyruszył?

J.M.: W podróż jako wycieczkę? – marzę o Paryżu, Wiedniu.

Inne podróże odbywam czytając, a w jeszcze inne wybieram się często w śnie.

M.P.: Dużo pracuje Pan z młodzieżą, czy mimo przywiązania dzieci do Internetu i gier komputerowych zajęcia teatralne i literackie cieszą się dużą popularnością?

J.M.: Jest coraz trudniej pozyskać nowych wychowanków z tych właśnie względów. Ilość jest ważna, ale jakość ważniejsza. Ciągle są i to są bardzo wartościowi ludzie, udzielają się na wielu frontach doskonalenia, i ciągle są głodni nowych wyzwań, są po stronie tych, którym zależy, którzy inwestują w siebie, doskonalą się.

Cały wywiad znajdziesz w pierwszym numerze Magazynu Pépinière (dawniej: Piórko).

Zapraszamy również na spotkanie autorskie z Jerzym Mazurkiem, które odbędzie się w piątek 23 marca o godzinie 17:00 w CIS Orzegów w Rudzie Śląskiej. Więcej szczegółów w zakładce Wydarzenia.

One thought on “Wywiad z Jerzym Mazurkiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: