#recenzja | „Kobieca Moc” Agnieszka Przybysz

Ludzie wciąż szukają przepisu na idealne, szczęśliwe życie, mają dość szarej codzienności i marzą o sukcesach. Tak, ja też jestem jedną z takich osób. Jednak wszelkie poradniki, które miałyby poprawić mój obecny stan ducha czy portfela traktuję bardzo sceptycznie. Z jednej strony cieszę się, że porady mentorów czy coachów (bo takie osoby zwykle biorą się za pisanie takich książek) pomogły setkom czy tysiącom osób odnieść zawodowe czy miłosne sukcesy, z drugiej jednak doszukuję się dzieła przypadku.

Od pierwszych zdań książki „Kobieca moc” nastroszyłam się, budując dobrze mi znaną skorupę, chroniącą przed zmianami i negującą każde słowo. Szybko jednak odpuściłam, poddając się wspomnieniom autorki. Agnieszka Przybysz nie miała łatwo, uciekła z koroporacyjnego świata wprost w objęcia porażki i zdradzonej miłości. Straciła wszystko, by z ruiny własnego życia zbudować prawdziwe mocarstwo. Postanowiłam, że dam jej szansę, ale kierowała mną ciekawość, a nie wiara w moje lepsze jutro.

Najmocniej uderzyły mnie jej słowa o miłości.

W samolocie maskę zakładasz pierwsza, a potem pomagasz ją założyć innym… Tak samo jest z miłością – najpierw kochasz siebie, a potem kochasz innych. Problem pojawia się wtedy, gdy uzależnisz swoją wartość, miłość własną od innych… Gdy kochasz innych bardziej od siebie.

Trafiła w punkt.

Zasadniczo na książkę składają się historie osób, które korzystały z porad autorki i zbiór zasad, które mają doprowadzić do dobrostanu. Całość jest tak nasycona pozytywną energią, że w moich oczach traci na realności. Nie podważam historii opisanych przez autorkę, na pewno nie jedna osoba zmieniła dzięki Agnieszce Przybysz swoje życie na lepsze, ale taka formuła wzajemnego wsparcia do mnie nie przemawia.

Ale właśnie na tym polega urok poradników – jak wielu ludzi, tak wiele przypadków. To, co jest dobre dla jednego, dla kogoś innego będzie zupełnie bezużyteczne. Gdyby było inaczej, nie istniałoby tak wiele metod nauczania.

Choć zapowidało się obiecująco, książka „Kobieca Moc” nie zdoła zmienić mojego życia, nie pchnie mnie w objęcia sukcesu. Myślę jednak, że jest gro osób, do których taka formuła przemówi, którym pomoże zacząć wszystko od nowa i doda wiary w siebie.

Warto spróbować. Stawka, przecież jest bardzo wysoka – o szczęście warto walczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: