#recenzja | „Psia kość!” Alejandro Palomas

Na rynku możemy znaleźć mnóstwo książek, których bohaterami są psy. Zwykle są do siebie podobne – pies pojawia się w czyimś życiu, sprawia, że staje się ono lepsze, pełniejsze, jest receptą na smutki i tęsknoty, a na koniec odchodzi, pozostawiając po sobie cudowne wspomnienia. Szczerze przyznaję, że po książce „Psia kość!” spodziewałam się czegoś podobnego – ckliwej historii o psie w barcelońskiej rodzinie. Tymczasem przez sporą część książki pies nie był na pierwszym planie. Przynajmniej nie bezpośrednio. Alejandro Pajomas stworzył tragikomiczną opowieść o rodzinie. Praktycznie nie wypuszczając bohaterów z kawiarni, przedstawił ich historie, rozłożył każdego z nich na czynniki pierwsze, obnażył ich i pozwolił zrozumieć.

Psy stanowią zaledwie tło historii. Pojawiają się w niej jako wątki poboczne, towarzyszą jej jak duchy, łączą teraźniejszość z przeszłością.

„Kiedy pies staje się nasz, przestaje być jedynie psem. Zmienia się wtedy w imię, w oczy, w reakcje, w ciągłą obecność i wspólną biografię”.

Każde z bohaterów – Fer, Silvia, Emma czy ich matka zmaga się z własnymi problemami, ale łączą ich nierozerwalne więzi pełne współczucia, miłości i oddania. Mimo własnych tragedii każde z nich stanowi oparcie dla pozostałych. Płyną przez życie w ciasnej szalupie, skazani na siebie. I mimo różnicy zdań, kłótni i urazów z przeszłości trwają przy sobie.

„Życie nie jest tym, co kontrolujemy albo czyścimy na wysoki połysk. Życie w tym, co plami, a dziś nie brakuje plam, dziś jest jedną wielką plamą.”

To książka pełna mądrych słów, która uczy, że rodzina powinna być solidnym fundamentem, że to właśnie ona jest lekarstwem na wszelkie, nawet najtrudniejsze i nierozwiązywalne problemy. Pokazuje, że nigdy nie jest zbyt późno na szczere rozmowy. Jest jeszcze jeden wątek, któremu autor poświęcił wiele miejsca – starość. Matka rodzeństwa – Amalia – zbliża się do siedemdziesiątych urodzin, jest niezdarną staruszką, która niedowidzi i przeinacza słowa i fakty. Jej kreacja nieraz budzi współczucie, by kilka akapitów dalej doprowadzić czytelnika do śmiechu.

Jeśli ktoś oczekuje zwykłej opowiastki o psie – może się sparzyć. Warto jednak sięgnąć o ten tytuł, by z zupełnie innej perspektywy spojrzeć na siebie, na swoją rodzinę.

„Członek rodziny jest jak element układanki. Kiedy go brakuje, to się za nim tęskni. Ale jeśli nie ma tęsknoty, to znaczy, że był tylko częścią rodziny, a nie jej członkiem.”

To książka, która daje do myślenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s