#recenzja | „Śmierć Komandora. Pojawia się idea” Haruki Murakami

Książkę rozpoczyna intrygujący, krótki prolog, po którym autor zabiera nas w podróż u boku artysty, zarabiającego na życie, malując portrety. Akcja toczy się niespiesznie, napotykamy na wiele retrospekcji, które pomagają nam lepiej zrozumieć bohaterów. Czytelnik „płynie” po kolejnych rozdziałach, coraz bardziej zaciekawiony, nęcony kolejnymi niezwykłymi zdarzeniami.

Główny bohater znajduje się w przełomowym momencie swojego życia. Rozwodzi się z żoną, wyprowadza się z ich wspólnego domu i rusza na poszukiwanie natchnienia. Nie chce już być portrecistą, ale czy od powołania można uciec?

Pierwszy tom „Śmierci Komandora” pokazuje jaką drogę musi przebyć człowiek, by uświadomić sobie rzeczy, które w zasadzie są oczywiste. Po raz kolejny Murakami prowadzi akcję na pograniczy jawy i snu, sprawiając, że powieść otula czytelnika i nie pozwala mu się oswobodzić aż do ostatniej strony.

Historia jest bardzo głęboka. Można liznąć tylko jej górną warstwę, nie szukając drugiego dna, ale można również rozłożyć ją na części, zaglądać w głąb bohaterów, analizować ich zachowania, podążać za wskazówkami, pozostawionymi przez autora i błądzić wewnątrz własnego umysłu.

To doskonała powieść. I choć niektórzy zarzucają autorowi, że w każdej książce powiela pewne schematy, każdy kolejny tytuł to zupełnie nowa podróż między jawą a snem.

Drugi tom ukaże się 28 listopada 2018 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: