Wydałam swoją książkę. Czy żałuję?

Od premiery mojej debiutanckiej powieści minęło już ponad półtorej roku. Nie mogę poszczycić się ogromną ilością sprzedanych egzemplarzy ani rzeszą fanów. Tak naprawdę niewiele osób wie o istnieniu mojej książki, a jeszcze mniej miało okazję ją przeczytać. Czy zatem mam się czym chwalić? Czy mogę nazywać samą siebie pisarką? Czy mój literacki debiut był udany?

Zacznijmy od początku, czyli od decyzji o opublikowaniu książki własnym sumptem.

Po skończeniu pisania i sprawdzeniu tekstu po raz nie-wiadomo-który spróbowałam swoich sił wysyłając propozycje wydawnicze do różnych wydawnictw. Niektóre odpisały, dając mi nadzieję na publikację, niestety w formie współfinansowania. Inne nie odezwały się do dzisiaj. Nie miałam wystarczających środków by zdecydować się na jakąkolwiek współpracę. Prawdę mówiąc nawet dziś, jakieś pięć lat od otrzymania kalkulacji, wydatek rzędu 10 tysięcy złotych jest poza moim zasięgiem.

Na pewien czas zrezygnowałam z papierowej publikacji, zdecydowałam się na publikację ebooka i sprzedaży za pośrednictwem iTunnes. Wyniki sprzedaży były słabe. No dobra – mówiąc szczerze, oprócz sporej ilości pobrań darmowego opowiadania, sprzedaży nie było wcale. Odłożyłam pisanie i swoje marzenia „na kiedyś”. Wmówiłam sobie, że nie mam czasu, że muszę twardo stąpać po ziemi i skupić się na normalnym życiu. Ale gdzieś w tyle głowy ciągle tliła się nadzieja, że pewnego dnia wezmę do rąk swoją własną powieść, że może mi się udać.

I w 2017 roku faktycznie się udało. Znajomy zajął się okładką i składem, znaleźliśmy drukarnię i… 200 egzemplarzy mojej powieści znalazło się w naszym ciasnym mieszkaniu. Dodaliśmy książkę na Allegro, wrzuciłam na Facebooku informację o możliwości kupna naszej książki i… zrozumiałam, że to wszystko za mało.

Nie wystarczy napisać książkę. Nie wystarczy zainwestować w jej wydanie, dodać do sprzedaży i poinformować znajomych. Niewielu z nich zdecydowało się na kupno. Dlaczego mieliby wydawać swoje pieniądze by kupić moją książkę, która nie była na tyle dobra, by zainteresowały się nią poważne wydawnictwa? Z ciekawości? By móc powiedzieć „z autorką tej książki chodziłam do klasy”? To przecież powieść dla młodzieży, a wśród moich znajomych nie ma wielu książkowych moli.

Przez półtora roku sprzedało się około 100 egzemplarzy. Sporą część nakładu przeznaczyliśmy na egzemplarze recenzenckie. Może starałam się zbyt słabo. Może przeważył brak doświadczenia. A może to wina zbyt słabej książki. Nie odniosłam dużego sukcesu, nie podbiłam serc czytelników. Ale nie żałuję tego, że zdecydowałam się na wydanie książki własnym sumptem. Dlaczego? Ponieważ wiele się nauczyłam i – co najważniejsze – poznałam wiele fantastycznych osób, które każdego dnia motywują mnie, bym się nie poddała. Bym dalej walczyła o swoje marzenia.

I może któregoś dnia znajdę sposób by zacząć się „liczyć” w literackim świecie. Może kiedyś wyjdę z cienia i dotrę do szerszego grona czytelników. Jednego jestem pewna – gdybym nie spróbowała, nie dała szansy sobie i swojej książki, nigdy nie zrobiłabym tego ważnego pierwszego kroku. I wtedy na pewno by mi się nie udało. A tak – na końcu tunelu wciąż tli się światło.

 

3 myśli w temacie “Wydałam swoją książkę. Czy żałuję?

  1. Wydanie książki to rzeczywiście wydarzenie ale prawdziwą intelektualną przygodą jest pisanie. Kawka wydał tylko Metamorfozy jednak uważany jest za filar literatury XX wieku. Vincent sprzedał tylko jeden obraz, zresztą nie on tylko jego brat i to za pare groszy. Dziś ten obraz jest warty miliony. To fantastyczne dla legendy tych geniuszy jednak prawdziwy „cud” jaki oni przeźyli to ten duch tworczości, ktorego nikt nie zrozumie dopuki sam go nie zasmakuje. I tu nie musi być Szeksprem czy Kobylinskim, to ta magia pogoni z wydarzeniem w własnej duszy, to ten taniec z własną wyobraźnią wieczorem gdzieś na plaźy kiedy słonce zachodzi a burza na horyzoncie… W twórczoci jak w biegach, jeden biegnie szybko inny wolno, jednak trzeba biec, jeśli chce się sięgać po własne gwiazdy i przenosić własne góry… Czytanie i pisanie daje nam możliwość i smak intelektualnej przygody czego nic innego niegdyś nam nie da…
    Gratulacje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: