Krótkie życie książki a marzenia o pisaniu

Na wstępie powtórzę to, co pisałam w poprzednim artykule: nie żałuję, że wydałam książkę. To była cudowna przygoda, która nauczyła mnie więcej niż czekanie aż marzenie samo się spełni. Tym razem jednak chciałabym Wam opowiedzieć o ciemnej stronie pisarstwa i o tym dlaczego już nie chcę być pisarzem.

Wyobraźcie sobie, że przez wiele lat o czymś marzycie. Przez cały ten czas powolutku, kroczek po kroczku, zmierzacie do spełnienia swojego marzenia. Poświęcacie niejednokrotnie nie tylko ogromne pokłady energii ale i rodzinę, bo zamiast być z nimi, jest się tylko obok. Po niezliczonej ilości przepracowanych godzin / dni / miesięcy jesteście gotowi przedstawić efekt Waszej pracy innym. Rozpoczynacie walkę o uwagę. Ostatecznie spełniacie swoje marzenie i… po trzech miesiącach Wasze „dziecko” umiera.

I już. Oczywiście Wy w pocie czoła walczycie dalej, pracujecie nad kolejnym projektem, chcecie utrzymać się na fali, stale próbujecie się wybić, osiągnąć sukces, ale nie macie szczęścia, nie macie znanego nazwiska ani pieniędzy, by zainwestować w odpowiednią reklamę.

W tym miejscu właśnie stoję. Wpatruję się w resztę nakładu schowanego w szafie i zastanawiam się dlaczego tak to musi wyglądać, dlaczego coś, nad czym pracowałam tyle czasu po prostu umiera. Tak, udało mi się pozyskać kilku czytelników, którzy czekają na ciąg dalszy. Jeśli nie wydam kolejnej części w końcu o mnie zapomną. Ale nawet jeśli ją wydam, nie czeka mnie lepszy los. Bo codziennie wydawnictwa pozyskują nowe tytuły, co miesiąc półki księgarń uginają się pod nowościami. I większość z tych książek wydawana jest tylko by jakoś utrzymać się przez te krótkie trzy miesiące. A później niesprzedane egzemplarze powoli wracają do dystrybutorów, do wydawnictw. A później ktoś decyduje za bezcen sprzedać je outletom, bo jednak lepszy taki los niż przemiał. Na ich miejsce pojawiają się nowe tytuły i tak płynie życie na rynku wydawniczym.

Oczywiście są tytuły, które nie umierają, są nazwiska, które stale utrzymują się na powierzchni. Ale jest to jedynie mału procent wszystkich polskich pisarzy. Niektórzy autorzy walczą jak mogą, by nie popaść w zapomnienie, inni chowają się w cień sami, bo ich zdaniem gra jest nie warta świeczki.

Powiecie, że w takim razie powinnam walczyć, bo przecież sama wydałam swoją książkę, więc nie muszę się martwić, że ktoś zastąpi mnie innym tytułem. Powinnam pisać i wydawać i wierzyć w to, że mój upór zostanie nagrodzony. Ale nie chcę. Bo wiem ile pracy wymaga napisanie książki. Bo wiem jak wielu wymaga kompromisów. Bo nie stać mnie na takie ryzyko. Nie mówię, że porzucę pisanie. W pisaniu chodzi o coś więcej niż o wydanie książki – chodzi o potrzebę opowiadania historii. A w mojej głowie jest mnóstwo historii, które chcą być opowiedziane. Ale chcę znaleźć im bardziej podatny grunt. Nie chcę by popadły w zapomnienie po trzech miesiącach. Nie chcę by zostały przysypane setką nowych tytułów.

Dlatego robię krok w tył. Czy chcę w ten sposób zniechęcić innych do pisania i wydawania? Zdecydowanie nie! Będąc na początku swojej pisarskiej drogi, dążąc do spełnienia swojego marzenia, odbijając się od kolejnych wydawnictw i ostatecznie wydając książkę samodzielnie z wielu spraw nie zdawałam sobie sprawy. Być może gdybym dysponowała większą wiedzą udałoby mi się zrobić coś inaczej, lepiej. Dlatego nie chcę milczeć, nie chcę udawać, że „jestem pisarką i jest super”.

A może w ten sposób uda mi się znaleźć sposób by nie tylko przedłużyć życie własnych dzieł, ale także innych?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: