#recenzja | „Sztuka ścigania się w deszczu” – Garth Stein

 

Spróbujmy spojrzeć na świat oczami umierającego psa. Co on czuje? Co myśli? Czego pragnie?

Enzo opowiada nam historię swoją i rodziny, której stał się członkiem. Na początku poznajemy tylko jego pana – Denny’ego. Żyją szczęśliwie we dwójkę do momentu, gdy w ich życiu pojawia się Eve. Co wtedy czuje Enzo? Zazdrość? A może po prostu z trudem przychodzi mu obdarzenie nowej mieszkanki miłością? Na świat przychodzi Zoe. Enzo ma świadomość jak wiele obie znaczą dla Danny’ego. Podejmuje się próby zaakceptowania ich i pokochania. Pierwszy zauważa zagrażające im niebezpieczeństwo, lecz nikogo nie może ostrzec. Danny’ego czeka długa, ciężka i bardzo kosztowna walka o szczęście. Enzo wspiera go każdego dnia. Broni go przed zebrą – symbolem poddania się.

Niby zwyczajna opowieść, pisana prostym językiem. Czym więc podbija serca tak wielu osób? Wielkie znaczenie ma pierwszoosobowy narrator – Enzo. Bo psa nikt nie posądzi o śmieszność, gdy wypowie się na banalne tematy. Krytykowane są ludzkie zachowania, które na ogół wydają się czymś normalnym. Na pierwszy plan wychodzi to, co zazwyczaj jest pomijane. Szczegóły, z którymi stykamy się codziennie i które ignorujemy. Tutaj zostają nam one podane na talerzu z ukazaniem ich wad.

Idąc przez kolejne strony „Sztuki…” możemy nauczyć się nie tylko miłości do drugiej osoby i do psa, lecz również odkrywamy sekrety kierowcy rajdowego. To niecodzienne urozmaicenie sprawia, że książka nie jest jedynie sposobem na zabicie pochmurnych wieczorów, lecz również podręcznikiem jazdy. Co zrobić, by nie wypaść na zakręcie? Dlaczego tylu kierowców rozbija się o ściany? Czyją winą jest stłuczka na torze? I wreszcie co robić, gdy nawierzchnia jest mokra, a z nieba leje się jak z cebra? Zaskakujące jak wiele można wyciągnąć z tej powieści. Gdy dobrniesz do końca, spojrzysz na jazdę samochodem zupełnie inaczej. Rozluźnisz dłonie na kierownicy i prowadzenie stanie się dla Ciebie prawdziwą sztuką.

Ta książka należy do grona tych, po których w pamięci coś zostaje. Po latach zniknie tytuł i imiona. Zniknie fabuła. Ale zawsze już dźwięczeć będą słowa: „samochód podąża za wzrokiem kierowcy”. Nie zrażajmy się banalnością stwierdzeń i trochę trywialnymi słowami narratora. „Sztuka…” ofiaruje więcej, niż moglibyśmy przypuszczać.

Nie. Po latach tytuł się nie zatrze w pamięci. Powyższą recenzję napisałam w 2010 roku. Przez cały ten czas historia wciąż tli się w mojej pamięci. To naprawdę wyjątkowa książka. Cieszę się, że wydanie zostało wznowione, dzięki temu jeszcze więcej osób może poznać historię Enzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s