Featured

#recenzja | „Mit motywacji” Jeff Haden

Jeśli wciąż marzysz o lepszej wersji siebie, odkładasz na bok cele i boisz się, że za kilka lat będziesz żałować, że nie spróbowałeś ich zrealizować, chcesz zrzucić nadprogramowe kilogramy, a może po prostu jesteś ciekaw w jaki sposób można zmobilizować się do działania – ta książka jest dla Ciebie!

Nie jestem fanką poradników. Kto mnie zna, potwierdzi, że ich nie lubię i uważam je za stratę czasu. Na rynku pojawił się kolejny poradnik, którego celem jest nauczenie czytelnika co robić, by osiągać zamierzone cele. Sięgnęłam po niego z dystansem. Do tej pory tego typu książki dostarczały mi wyłącznie rozczarowań: były pełne wzniosłych słów, motywacyjnych haseł, przykładów ludzi, którzy prawie z dnia na dzień stali się kimś, ale w praktyce tytuły te niczego w moim życiu nie zmieniały. Wciąż czegoś mi brakowało, wydawało mi się, że spełnianie tych najtrudniejszych marzeń nie było dla mnie.

Już pierwszy rozdział pokazał mi, że to może być dokładnie ta książka, której potrzebowałam. Dlaczego? Ponieważ autor od pierwszych stron obala to, czym karmiły mnie dotychczasowe poradniki szczęśliwego życia. A później… było już tylko lepiej.

Co zrobić, by te dotąd nieosiągalne marzenia znalazły się w zasięgu ręki? Jak osiągnąć sukces, kiedy często brakuje motywacji, by w ogóle kiwnąć palcem? Odpowiedź jest prosta: działać. To satysfakcja z działania jest najlepszym motywatorem do dalszej pracy. To konsekwencja i skupienie się na zadaniach stanowi podstawę sukcesu. Pomysły, talent, szczęście to tylko elementy dodatkowe, które pojawiają się z czasem. Przede wszystkim każdy z nas musi określić swój cel, stworzyć plan działania i… zapomnieć o celu. Świadomość tego, jak wiele pracy i czasu dzieli nas od obranego celu, zniechęca, sprawia, że tracimy zapał, że rezygnujemy. Skupienie się na mniejszych zadaniach, robienie tego, co powinniśmy bez roztrząsania drogi, jaka wciąż jest przed nami sprawia, że to wszystko po prostu działa!

Tak, ten poradnik sprawi, (jeśli oczywiście będziesz chciał spróbować), że staniesz z kanapy i jeśli tylko będziesz konsekwentny, osiągniesz to, czego pragniesz.

Sama postanowiłam, że spróbuję. I jestem w stanie dawać z siebie dziesięciokrotnie więcej niż przed lekturą tej książki. Ćwiczę, wykonuję codzienne obowiązki, więcej czytam, uczę się i paradoksalnie odnoszę wrażenie, że mam więcej czasu niż dotychczas. A kiedy wydaje mi się, że nie dam rady, że jestem zmęczona powtarzam sobie dwie rzeczy:

  1. „Nie musisz czekać, aż będziesz mieć więcej czasu: masz go dokładnie tyle, ile potrzebujesz”.
  2. „Kiedy na prawdę jesteś wyczerpany, nie masz nic w „baku”, to padasz, tracisz przytomność lub umierasz. Tak jest. W innym przypadku masz jeszcze w sobie siły”.

I robię swoje. Ty też spróbuj.

#recenzja | „ZwierzoChłopiec – dzikie życie Malcolma” – David Baddiel

Życie w rodzinie, która do szaleństwa kocha zwierzęta nie jest proste, gdy samemu za zwierzakami – łagodnie mówiąc – się nie przepada. Malcolm marzył o nowym komputerze, tymczasem na urodziny dostał… szynszylę. Oprócz licznych akcesoriów związanych z nowym pupilem wśród prezentów znalazło się także potwierdzenie opłacenia wycieczki klasowej. Malcolm uświadomił sobie, że taki wydatek musiał być dla jego rodziców bardzo kosztowny. Szczerze cieszył się na nadchodzący wyjazd.

Nie wziął pod uwagę tylko jednego – klasa Malcolma wybiera się na kilkudniową wycieczkę na farmę Orwella. Pełną zwierząt.

Po przyjeździe na miejsce jednym z pierwszych zwierząt, które dzieci oglądają są kozy. wśród nich jest tajemniczy kozioł K-Pax. Malcolm odbywa z nim krótką pogawędkę – opowiada o swojej niechęci do zwierząt, w odpowiedzi otrzymując wyłącznie intensywne sporzenie kozła. Zasypia. Po przebudzeniu orientuje się, że nie jest już chłopcem.

„ZwierzoChłopiec” to powieść pełna wyszukanego poczucia humoru. Czytelnik towarzyszy Malcolmowi w podróży przez różne wcielenia zwierząt i wraz z nim poznaje świat z zupełnie innej perspektywy. Książka ta pokazuje, że najbardziej docenia się to, co się ma, gdy się to traci. Kierowana jest głównie do dzieci w wieku 10-12 lat, ale sposób prowadzenia narracji powoduje, że świetnie nadaje się nawet jako lektura na dobranoc dla młodszych dzieci. Fantastycznie przykuwa uwagę i zapewnia rozrywkę dzieciom i rodzicom.

Uwielbiam powieści Dawida Baddiela, jego pomysły, sposób prowadzenia narracji, zabawne dialogi i wyjątkowych bohaterów, którzy przezywają niezwykle przygody. Ale przede wszystkim lubię po nie sięgać, bo moi chłopcy, choć mają niespełna 2 i 3,5 roku sami ściągają je z półki, by im je czytać.

Jeśli szukacie wartościowej i zabawnej książki dla dzieci, która wciągnie ich od pierwszej strony, koniecznie uzupełnijcie biblioteczkę o „ZwierzoChłopca”.

#recenzja | „Francuska opowieść” – Krystyna Mirek

Beata i Jakub decydują się na wyjazd na południe Francji, tam zamieszkają w małym domku, będącym własnością Hrabiego Reudeford, właściciela tamtejszego zamku i winnicy. Jakub będzie pracował w winnicy, Beata tymczasem złapie oddech po roku pracy jako pokojówka w greckim hotelu. Nie spodziewają się, że towarzyszyć im będą osoby, od których chcieli się uwolnić.

Aleks pracuje dla Hrabiego Reudeforda, nadzoruje zbiory winogron i produkcje wina, mieszka u Marie, Francuski, która kocha go mimo że on traktuje ją bardzo przedmiotowo. Próbuje uciec przed przeszłością, którą zostawił w Polsce, ale ta nie daje mu o sobie zapomnieć, o nierozwiązanej sprawie przypominają mu listy z sądu.

Losy Beaty, Jakuba, Aleksa i dwójki niespodziewanych towarzyszy krzyżują się w malowniczej scenerii. Każda z osób nosi w sobie inne problemy, sytuacja zmusza ich by mimo niechęci zaczęli ze sobą współpracować.

„Francuska opowieść to lekka książka, bardzo przyjemna, choć czasem wykreowany w niej świat wydaje się naiwny i banalny. Bohaterowie są wyraziści, ale czasem irytujący. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy. To lektura w sam raz na jesienne wieczory – gdy za oknem hula wiatr można przenieść się do ciepłego klimatu południowej Francji by choć na chwile zapomnieć o mrozie i własnych problemach.

#recenzja | „Przypadek Lidki” – Izabela Grabda

Tytułowa Lidka decyduje się na urlop w Górach Sowich, gdzie chce się poświecić pisaniu – jej twórczość, publikowana pod pseudonimem, cieszy się ogromną popularnością. Trafia do gospodarstwa, gdzie zamiast ciszy i spokoju odnajduje grupę rozrywkowych ludzi, który próbują namówić kobietę do wspólnego spędzenia czasu.

W czasie jednej z wędrówek Lidka odnajduje domek, w którym z miejsca się zakochuje. Udaje jej się wynająć go na kilka tygodni. Właściciela domku i sąsiadującej z nim ogromnej rezydencji poznaje, gdy dostarcza podpisaną umowę najmu. I wtedy… tego nie zdradzę. Nie spodziewajcie się jednak cukierkowego romansu, bo historia przybiera zupełnie inny obrót.

Lektura tej książki była dla mnie cudowną, nieoczywistą przygodą. Polska literatura często zalewa fala krytyki, ale mając w dłoniach powieść „Przypadek Lidki” wkładanie wszystkich polskich autorów do jednego worka jest bardzo niesprawiedliwe. Powieść Izabeli Grabdy porywa czytelnika od pierwszych stron, oferuje rewelacyjnie wykreowanych bohaterów i sprawia, że czytelnik nie może się oderwać.

Spośród polskich autorów powieści obyczajowych Izabela Garda trafia na pierwsze miejsce, w zestawieniu z zagranicznymi autorami, zajmuje drugie miejsce tuż za Emily Giffin. Myśle że to najlepiej oddaje to, jak bardzo zaczarowała mnie jej twórczość.

#recenzja | „Dlaczego rodzice tak cię wkurzają i co z tym zrobić” – Dean Burnett

Okres nastoletni nazywany jest okresem buntu, konflikty między rodzicami a nastolatkami są na porządku dziennym. I wydaje się, że nic nie da się z tym zrobić, bo przecież każda ze stron uważa, że ma rację. I tu naprzeciw rodzicom i nastolatkom wychodzi autor Dean Burnett.

Książka kierowana jest do nastolatków, autor w sposób bardzo przystępny opowiada o tym, jakie procesy zachodzą w ich organizmach, dlaczego zachowują się w taki a nie inny sposób i tłumaczy sposób myślenia rodziców. Czy to wystarczy aby załagodzić konflikty na linii rodzic-dziecko?

Mam na karku 30 lat, więc wiek nastoletni mam już dawno za sobą, a moje dzieci są jeszcze malutkie. Mimo to lektura tej książki mocno na mnie wpłynęła – pomogła mi zrozumieć samą siebie, z jednej strony sprawiła, że przestałam się o pewne rzeczy obwiniać, z drugiej zaczęłam inaczej patrzeć na moje wspomnienia.

Z punktu widzenia rodzica także uważam tę książkę jako wartościową – kiedy już moje dzieci wejdą w nastoletni okres, będę wiedziała jakich błędów nie popełniać, kiedy odpuścić i w jaki sposób rozmawiać z chłopakami żeby nie zerwać z nimi nici porozumienia, żeby widzieli we mnie sojusznika a nie wroga.

Moim zdaniem to lektura obowiązkowa dla nastolatków, którzy chcieliby załagodzić konflikty z rodzicami, ale także dla rodziców, którzy nie potrafią zrozumieć swoich nastoletnich dzieci.

#recenzja | „Ryzykant” – Aniela Wilk

Kontynuacja „Figurantki” Anieli Wilk pozytywnie zaskakuje – choć zwykle drugie części okazują się słabsze niż pierwsze, tym razem jest odwrotnie. Fani Bruce’a i Alice nie będą zawiedzeni – ich historia porywa od pierwszej strony, zaskakuje rozśmiesza do łez.

Bruce ukrywa się u swojego kumpla – Roberta. Jest poszukiwany za morderstwa, w które wrobił go jego dawny kolega Ax. Z jednej strony targa nim chęć zemsty na byłym kumplu, z drugiej rozrywa go tęsknota za Alice – dziewczyna zniknęła i od wielu tygodni nie kontaktowała się z rodziną. Mężczyzna boi się o jej życie i wie, że aby ją uratować musi się spieszyć. Nie jest to jednak proste, gdyż zostały za nim wysłane listy gończe i zwykła kontrola drogowa może go wpakować do celi na wiele lat. Alice w tym czasie szuka sposobu na wydostanie się z obozu gdzieś w sercu amazońskiej puszczy. Nie ma pojęcia na czyje zlecenie została uprowadzona i wywieziona do Kolumbii. Szuka sposobu by wydostać się z selwy i wrócić do normalnego życia.

Historia jest gotowym scenariuszem na film sensacyjny – fabuła jest lekka i wciągająca zarazem, książkę czyta się jednym tchem, nie można jej odłożyć dopóki nie dobrnie się do ostatniej strony. O ile w „Figurantce” wątek romansu był bardzo przewidywalny, tutaj został wpleciony w bardzo subtelny i umiejętny sposób, dzięki czemu granice między powieścią sensacyjną a erotyczną zacierają się tworząc spójną całość. Nie mogę doczekać się kolejnej części – to kawał naprawdę dobrej literatury!

#recenzja | „Turlututu gdzie jesteś?” – Hervé Tullet

Turlututu to stworek, który zamiast głowy ma oko. Wyglada niepozornie, ale potrafi skraść serca małych czytelników. Jak to robi? Przede wszystkich zaprasza ich do zabawy, wciąga ich do swojego magicznego świata i sprawia, że dziecko z czytelnika staje się bohaterem książki.

W książce „Turlututu gdzie jesteś?” główny bohater potrzebuje pomocy – musi wydostać się z zamknięcia, ponieważ psotna Lakata zamknęła go w pudełku, chowa się przed strasznym Gryzmołstworem i za wszelką cenę chce wrócić do swojego naturalnego wyglądu po tym jak został zamieniony w potworka. Jedyną szansą dla niego jest pomoc małego czytelnika, który będzie wypowiadał magiczne zaklęcia, dotykał paluszkiem książki tu i ówdzie, przeganiał potwory.

Jestem ogromną fanką interaktywnych książek. Pozwalają one dziecku spojrzeć na książki jak na zabawkę, coś dzięki czemu może fantastycznie spędzić czas u boku swoich rodziców. Szczególnie teraz, w dobie smartfonów i tabletów jest to tak ważne.

#recenzja | „Jedź! Jedź! Stój!” – Charise Mericle Harper

Czy jest coś ważniejszego niż bezpieczeństwo dziecka? Na rodzicu spoczywa ogromna odpowiedzialność za wychowanie dziecka. To od rodzica zależy jakie podejście będzie miało dziecko do na przykład przepisów drogowych. Jeśli dziecko widzi, że rodzic przechodzi przez ulicę gdzie popadnie, dla dziecka będzie to jednoznaczne z tym, że tak wolno. Ba! Że tak trzeba!

Dlatego to, co rodzic powinien robić w pierwszej kolejności to dawać dziecku właściwy przykład. Jeśli dziecko od początku będzie miało wpajane informacje co do tego, że należy przechodzić wyłącznie na przejściach dla pieszych i – jeśli przejście jest wyposażone w sygnalizator świetny – na zielonym świetle, będzie to dla niego coś naturalnego.

Świetnym pretekstem do podjęcia z dzieckiem dialogu na temat przepisów o ruchu drogowym jest książka „Jedź! Jedź! Stój!” opowiadająca o losach Małego Zielonego i Małego Czerwonego, którzy pewnego dnia pojawili się w mieście i wypowiadali po jednym, znanym słowie: jedź i stój.

Zielone znaczy jedź.

Czerwone znaczy stój.

Tak niewiele, a jednak może uratować życie,

Dodatkowo jest to książka, która opowiada o współpracy, która pokazuje, że kiedy w grę wchodzi praca zespołowa, potrzeba czasu, aby członkowie zespołu się ze sobą zgrali, że popełnianie błędów to coś naturalnego i że zawsze warto ćwiczyć dalej, by w końcu osiągnąć zamierzony cel.

Moi chłopcy uwielbiają tę książkę. Gdy już ściągną ją z półki musimy przeczytać ją przynajmniej kilka razy, wspólnie krzyczymy „jedź” i „stój” wraz z bohaterami. Dla dzieci to świetna zabawa, a dla rodzica nieoceniona wartość edukacyjna.

Doskonała książka dla dzieci.

Wydawnictwo Babaryba

#recenzja | „Figurantka” – Aniela Wilk

Małżeństwo Alice nie było udane. Nudny mąż, pracujący w korporacji nie potrafił dać jej szczęścia. Złożyła papiery rozwodowe, ale do rozwodu nie doszło. Alice, zamiast rozwódką została wdową. Na pogrzebie stała się obiektem nieprzychylnych spojrzeń – nie wyglądała na zrozpaczoną żonę, a właśnie taką chcieli widzieć ją inni.

Niedługo później spokojne życie Alice wywraca się do góry nogami. Jej mąż wcale nie był tak nudny jak się wydawał – wmanewrował swoją żonę w sam środek narkotykowej afery. U boku kobiety pojawia się Bruce, agent FBI, który od dłuższego czasu zajmuje się sprawą narkotykowego kartelu. Alice jest dla niego ogromnym wyzwaniem, a chronienie jej wymaga od niego dużo wysiłku.

Powieść jest pisana bardzo lekkim językiem, czytelnik gładko płynie przez kolejne zwroty akcji, w fabule nie ma miejsce na nudę czy na zbędne postaci. Wątek sensacyjny przeplata się z gorącym romansem, choć dość przewidywalnym romansem.

Jest to ciekawa książka na jesienny wieczór, pozwalająca oderwać się od problemów i porywająca w świat pełen zasadzek i niepewności. Polecam.

#recenzja | „PS. Kocham Cię na zawsze” Cecelia Ahern

Wciąż pamietam wrażenie, jakie wywarła na mnie pierwsza powieść Cecelii Ahern „PS. Kocham Cię” – po kilkunastu stronach zaczęłam zalewać się łzami i żołądek ściśnięty miałam już do samego końca. Kiedy dowiedziałam się o kontynuacji, nie mogłam po nią nie sięgnąć. Spodziewałam się czegoś równie mocnego, tymczasem książka okazała się skrajnie różna.

Od śmierci Gerry’ego mija siedem lat. Holly stanęła na nogi, znalazła nowego partnera, z którym chce ułożyć sobie życie, otacza ją rodzina i przyjaciele, a koszmar, który przeszła, wydaje się być odległym wspomnieniem. Pewnego dnia siostra zaprasza ją w formie gościa do swojego podcastu. Holly zobowiązuje się opowiedzieć widzom o listach od Gerrego, które otrzymywała co miesiąc po jego śmierci. Wspomnienia odżywają, ale to niemodne wywracają życie Holly do góry nogami. Historia jej i Gerry’ego staje się nadzieją dla śmiertelnie chorych osób, które zwracają się do Holly z niecodzienną prośbą.

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy książka mi się podobała. Miałam co do niej zbyt duże wymagania, przez co sama lektura mocno mnie zawiodła. Zabrakło mi chwytającej za serce historii miłosnej, radosnych uniesień przeplatanych z smutkiem tak nagłym, że pozbawiałby tchu. Książka wydała mi się zwyczajna, miejscami nudna, jakby jedynym elementem łączącym ją z pierwszą częścią byli bohaterowie.

Ale gdy dobrnęłam do końca, zrozumiałam, że gdyby potraktować ją jako zupełnie obce dzieło, historia nabiera głębi i dość precyzyjnie trafia w samo serce. Im więcej myślałam o bohaterach, którzy pojawili się w życiu Holly, tym mocniej wyczuwałam się w historię każdego z nich, mimochodem zastanawiałam się, co ja bym zrobiła na ich miejscu.

Myśle, że warto spędzić kilka wieczorów z tą książką, spróbować spojrzeć na nią ze swojej perspektywy i ją ocenić.